„Nic się nie stało!” – czy Twoje dziecko też tak uważa?

Sytuacja z dzisiaj. Teoś je jabłka w cieście naleśnikowym. Prosi, aby je pokroić. Kroję. Płacz, ryk, spazmy. Wyrodna matka pokroiła w kwadraty, a nie w trójkąty.

Sytuacja z wczoraj. Teoś w piaskownicy robi babkę. Podchodzi chłopiec i burzy ją. Płacz, zawodzenie.

Sytuacja z przedwczoraj. Julek potyka się i przewraca. Tak jak tysiące razy wcześniej i tak jak tysiące razy jeszcze się przewróci. Płacz, lament.

I jak wyobrażam sobie te sytuacje, to myślę sobie „Nic się nie stało”. Czy aby na pewno moje dzieci widzą to tak samo?

Perspektywa dziecka vs perspektywa rodzica

Kiedy Twoje dziecko upada, kiedy jego ulubiona zabawka zaginęła, kiedy herbata ma złą temperaturę o dosłownie 1 stopnień, a Ty wiesz, że lament i płacz są o pół kroku stąd, wypowiadasz te słowa „Nic się nie stało”. Dlaczego? Bo z Twojej, dorosłej perspektywy niewielki upadek nie jest powodem do takiej reakcji. Ba, pewnie myślisz sobie, że obiektywnie Twoje dziecko przesadza. Nic bardziej mylnego. To jest Twoja ocena tej sytuacji. A dla dziecka to jest DRAMAT. Ta źle pokrojona kanapka, to jest niewyobrażalna TRAGEDIA. I dopiero, gdy staniesz po stronie dziecka, spojrzysz na dane zdarzenie jego oczami, to uznasz, że rzeczywiście, tutaj wydarzyło się coś strasznego.

„Nic się nie stało” – dlaczego należy unikać tego zdania

Wyobraź sobie, że wracasz z pracy. Dzień był potworny. Nic Ci nie wychodziło, a na koniec szef zaprosił Cię na dywanik. Miło nie było. Wchodzisz do domu i od progu opowiadasz, ze zbolałą miną, jak bardzo Ci źle. Bliska osoba przerywa Ci w pół zdania i mówi „Nic się nie stało”. Po czym dodaje „Zobacz, w telewizji leci Twój ulubiony serial.” I jak się z tym czujesz? Tak samo czuje się Twoje dziecko.

Tak jak Tobie nie pozwolono, żeby wszystkie Twoje emocje wybrzmiały, tak samo słowami „Nic się nie stało”, Ty nie pozwalasz na uporanie się z nimi. Co więcej, Ty jako rodzic i dorosły, jesteś dla dziecka autorytetem, wiesz lepiej. Skoro mówisz mu, że nie ma potrzeby w taki sposób reagować, że to co czuje nie istnieje, to dziecko w to wierzy. Zaczyna też traci zaufanie do siebie – przestaje ufać swoim odczuciom, przeżyciom, emocjom. Staje się mniej uważne na swoje potrzeby i uczucia. A to, co odczuwa, zakopuje w sobie.

Rola rodzica

Skoro już wiesz, że reakcja „Nic się nie stało” nie jest najlepszym rozwiązaniem, to pozostaje pytanie, co zamiast? Jak pomóc dziecku, kiedy odczuwa tak silne emocje?

  • Po pierwsze pozwól mu je przeżywać. Czy jest to płacz, czy są to spazmy. Dziecko nie robi Ci na złość. Radzi sobie z emocjami tak jak umie najlepiej na swoim etapie rozwoju. Twoja w tym rola, żeby mu pokazać, co może z nimi zrobić.
  • Po drugie nie odwracaj uwagi dziecka od emocji. Jeśli jest rozgoryczone, to pozwól mu na to, a nie szukaj sposobu, żeby przekierować jego uwagę na coś innego. Pozwól mu je przeżyć, z całą ich mocą. Owszem, zdarza mi się tak robić, kiedy po prostu miejsce nie sprzyja awanturze, ale zawsze potem wracam do danej sytuacji i omawiam ją z dzieckiem.
  • Po trzecie bądź przy dziecku. Przy bardzo mocnych emocjach do dziecka nie dociera nic, co mówisz. Czasem trzeba więc przeczekać, te najsilniejsze odczucia, a dopiero potem zacząć działać.
  • Po czwarte – nazwij emocje dziecka. Dzięki temu uczysz je uważności na własne potrzeby i uczucia. Najlepiej opisz, co widzisz, np. „Chłopiec zniszczył Ci babkę. Chyba jest Ci smutno z tego powodu.” Możesz też zapytać, zwłaszcza, gdy dziecko jest starsze, np. "Czy jest Ci smutno?"
  • Po piątek – bądź empatyczna/y. Zastanów się, co Ty chciałabyś/chciałbyś w takiej sytuacji usłyszeć, co chciałabyś/chciałbyś, żeby osoba bliska zrobiła. I zrób to. To może być propozycja, że przytulisz dziecko, to może być otwarte pytanie, o to jak możemy rozwiązać tę sytuację, to może być udzielenie pomocy, np. naklejenie plastra na stłuczone kolano.

Postępując w ten sposóbbudujesz z dzieckiem wieź, pokazujesz mu też jakradzić sobie z emocjamioraz uczysz go empatiiw stosunku do innych.

Dlaczego mówimy „Nic się nie stało”?

Reakcja „Nic się nie stało” jest dla nas naturalna w stosunku do dzieci. Naprawdę, słyszę to codziennie po kilka razy, kiedy jesteśmy z synem na placu zabaw. Chyba wynika to z tego, że sami w dzieciństwie słyszeliśmy te słowa. Z drugiej strony myślę, że nikt nie lubi, kiedy jego dziecko płacze. Więc trywializując daną sytuację, chcemy jak najszybciej zakończyć ten płacz. Czasem jesteśmy w miejscu publicznym, w chwilę wszystkie oczy są na nas skierowane i czujemy się skrępowani. Wtedy też sięgamy po te słowa.

Kiedy uświadomisz sobie, dlaczego je stosujesz, łatwiej Ci będzie się od nich odzwyczaić. Ja na początku brałam głęboki oddech i jak mantrę powtarzałam sobie w głowie pytanie: „Co ja sama chciałabym usłyszeć w takiej sytuacji?” Z czasem, „Nic się nie stało”, zniknęło z mojego słownika, a empatia, nazywanie emocji przychodzi mi teraz znacznie łatwiej. Choć nadal się tego uczę. Ty też spróbuj!

Posts created47

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top