Wywiad: Jak pogodzić pracę zdalną z wychowywaniem dzieci? Rozmowa z Jakubem Niżniowskim.

Praca zdalna a wychowanie dzieci? Jak to pogodzić? To pytanie, na które coraz więcej rodziców zaczyna szukać odpowiedzi chcąc zrezygnować ze standardowej pracy biurowej. W Internecie można znaleźć wiele zalet pracy w domu, a jak wygląda rzeczywistość?

Jakub Niżniowski, ma za sobą doświadczenie pracy zdalnej jeszcze z okresu studiów. Wtedy prowadził Facebooka Fundacji im. Zbigniewa Herberta. Wie również, jak wygląda standardowa praca w biurze, ponieważ prawie rok pracował w banku. Od 2015 roku jest Social Media Manager w Nozbe, firmie, która stworzyła aplikację do zarządzania czasem i projektami.

Z tej rozmowy dowiesz się m.in.:

  • Jak wygląda praca w Nozbe?
  • W jaki sposób monitorować zdalnych pracowników?
  • Jakie są wady i zalety pracy w domu?
  • Jak połączyć pracę zdalną z wychowywaniem dzieci?
  • Jak praca zdalna wpływa na całą rodzinę?

Wywiad z Jakubem Niżniowskim

Agata Gibek:Cześć, Jakubie! Jeszcze raz chciałam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że będziemy mogli porozmawiać i dzięki temu wniesiesz trochę męskiego spojrzenia na prace zdalną i rodzicielstwo.

Jakub Niżniowski:Mnie również jest niezmiernie miło!

Na dobry początek czy mógłbyś się przedstawić i opowiedzieć kilka słów o sobie?

Jestem mężem Martyny i tatą dwóch chłopaków: dwuipółletniego i czteromiesięcznego. Zawodowo zajmuję się mediami społecznościowymi i innymi obszarami marketingu w Nozbe. Ponieważ wszyscy w firmie pracujemy zdalnie, również i ja pracuję z domu – obecnie w Warszawie.

Gdy mam czas dla siebie, chętnie czytam, słucham podcastów i uczę się nowych rzeczy.

Całą czwórką jesteśmy w Domowym Kościele, czyli katolickiej wspólnocie rodzin.

Jak rozpocząłeś swoją pracę w Nozbe? Czy intencjonalnie szukałeś pracy zdalnej?

Z okazji swoich urodzin, Michał (twórca i szef Nozbe) wysłał użytkownikom Nozbe e-mail z zachętą do zadania dowolnego pytania. Znając narzędzie i wiedząc co nieco o firmie, pomyślałem: dla nich mógłbym pracować. Robią coś, co zmienia na lepsze życie innych ludzi, a ja to właśnie chciałbym robić.

Napisałem więc, czy nie szukają kogoś, kto by im pomógł w social media. Nie miałem wielkich nadziei, ale pomyślałem, że nic mnie to nie kosztuje. I okazało się to najlepszą zawodową decyzją w moim życiu 🙂

To, że jest to praca zdalna, w tamtym momencie nie miało znaczenia. Na pewno nie była to przeszkoda, ponieważ miałem już doświadczenie skupionej pracy w domu: dla Fundacji i dla Samorządu Studenckiego (przez dwa lata pełniłem funkcję przewodniczącego). Nie miałem poczucia, że dom nie nadaje się do pracy. Cieszyło mnie, że zaoszczędzę czas na dojazdach. Jestem introwertykiem, więc nie obawiałem się braku kontaktu z ludźmi. Nie wiedziałem, na ile ta formuła się u mnie sprawdzi, ale nie miałem nic do stracenia.

Jak wygląda standardowy tydzień pracy w Nozbę i Twoje obowiązki?

Każdy zespół (marketing, deweloperzy, wsparcie klienta) pracuje nieco inaczej, więc nie sposób powiedzieć o „standardowym” tygodniu dla całej firmy. Mogę powiedzieć, jak to wygląda w moim przypadku.

Mamy jedno wspólne spotkanie w tygodniu, które trwa ok. godziny. Pozostały czas w tygodniu organizuję we własnym zakresie, stosownie do celów, które każdy w zespole określa na koniec tygodnia. Te cele zaś są podporządkowane planowi kwartalnemu.

Nie mamy określonych godzin pracy. Każdy pracuje tyle, ile przewiduje jego wymiar pracy. To, o jakiej godzinie zaczynam pracę, ile przerw robię i jak długich, zależy wyłącznie ode mnie. Nie muszę mierzyć czasu pracy ani raportować, czy przepracowałem moje 40 godzin w tygodniu. Jedną z naczelnych wartości w Nozbe jest zaufanie – a ono opiera się nie na sprawozdaniach z licznika, tylko na efektach pracy. Jeśli ktoś pracuje, to są tego efekty. Jeśli nie pracuje, to prędzej czy później stanie się to widoczne.

Są pewne sprawy, które wymagają obecności w danym czasie, jak spotkania. Tych jednak, jak wspomniałem, jest bardzo mało. Są takie okresy, kiedy bywa konieczna większa dyspozycyjność, np. w czasie promocji. A w pozostałych dniach – dopóki właściwie komunikujemy sytuację, nie zawalamy terminów i nie spowalniamy pracy zespołu, mamy swobodę w planowaniu swojej pracy.

Wspólną ramą dla całej firmy są tzw. „piąteczki”, czyli specjalny tryb pracy w piątki. Tego dnia naszym jedynym odgórnym obowiązkiem jest zrobienie przeglądu tygodnia. I o ile nie ma pożarów do gaszenia, to pozostałą część dnia możemy przeznaczyć na naukę i rozwój.

Chociaż nie mam przymusu ewidencjonować czasu pracy (jak wspomniałem, nikt mnie z tego nie rozlicza), na własne potrzeby korzystam z aplikacji do mierzenia czasu, w której łatwo mogę śledzić, na co przeznaczam czas oraz ile godzin lub minut zostało mi do zagospodarowania. W biurze byłoby to łatwe: przyszedłem do pracy o 8.00, wychodzę o 16.00. W domu mocno rozgraniczam, co było pracą (albo krótką przerwą na rozprostowanie nóg i przygotowanie kawy), a co sprawą prywatną. Stąd liczenie pracy służy mi nie tylko do obliczania, ile czasu przeznaczam na poszczególne zadania, lecz także po to, by wiedzieć, ile już przepracowałem danego dnia.

Mówiłeś mi też, że w Twojej pracy ważne jest to, żeby „dowozić wyniki” – wbrew pozoru mam taką obserwację, że dla części firm ważniejsze jest, żeby pracownik przesiedział w biurze swoje, niż żeby faktycznie zrobił to co ważne. Jak u Was wygląda pokazywanie tych wyników? Twój zawód (w mojej opinii) jest mocno kreatywny i czy podczas pracy zdalnej masz możliwość wymiany ze współpracownikami poglądów i pomysłów? Zainspirować się trochę.

To akurat jest całkiem proste: naszą pracę widać choćby w samym Nozbe, w zadaniach, które są dostępne dla pozostałych członków zespołu. Tam zasięgamy rady i prosimy o feedback. Praca koncepcyjna, raporty czy procesy lądują z kolei w dokumentacji na Dropbox Paper. O niektórych sprawach rozmawiamy na środowym spotkaniu (korzystamy z aplikacji Zoom do telekonferencji). Inne rzeczy po prostu się dzieją: newsletter, posty na blogu, komunikacja w social media i tak dalej. W ten czy inny sposób widzimy efekty swojej pracy.

Do bardziej spontanicznej wymiany pomysłów, rozmowy 1 na 1 albo dzielenia się śmiesznymi filmami z Youtube (tak, my też to robimy!) korzystamy ze Slacka. Staramy się jednak go nie nadużywać. Preferujemy komunikację asynchroniczną, czyli taką, która nie wymaga zaangażowania wszystkich uczestników w tym samym czasie.

Czasami spotkania na żywo bywają pomocne, gdy chce się zderzyć pomysły, popracować nad różnymi koncepcjami. Nie pamiętam jednak sytuacji, w której działanie online byłoby zupełnie niemożliwe albo pozbawione wartości. To raczej kwestia narzędzi (których dziś nie brakuje) oraz dobrego procesu pracy. Spotkanie bywa łatwiejsze, co nie znaczy, że jest jedyną możliwą opcją.

Praca zdalna - narzędzia do pracy zdalnej

Jeśli ktoś z czytelników zastanawia się nad pracą zdalną, to co powinien przemyśleć? Mam np. takich znajomych, którzy na tyle cenią sobie możliwość oderwania głowy od komputera i zamienienia kilku słów z współpracownikiem, że nie wyobrażają sobie pracy całymi tygodniami w samotności. Wiem też, że część osób obawia się, że obowiązki domowe rozproszyłby ich uwagę i ostatecznie właśnie nie „dowoziłby wyników”. Masz jakieś rady? Sugestie? Plusy i minusy zarówno pracy zdalnej, jak i stacjonarnej, które warto wziąć pod uwagę?

Jeśli ktoś nie wyobraża sobie pracy biurowej bez przerywania jej pogawędkami, to może powinien zmienić zawód? Praca umysłowa wymaga skupienia, najlepiej długotrwałego. Jeśli dominują rozproszenia, efekty pracy będą najwyżej przeciętne.

Nie chodzi o to, że wszystkie interakcje międzyludzkie szkodzą wykonywanej pracy. Uważam, że są pożyteczne, jeśli dzieją się we właściwym miejscu (np. kuchnia) i we właściwym czasie (w przerwie albo na umówionym spotkaniu), nie zaś gdziekolwiek i kiedykolwiek. Jeśli ktoś ma inne zdanie, polecam je skonfrontować z książką „Praca głęboka” („Deep work”) Cala Newporta.

Michał, twórca Nozbe, to typowy ekstrawertyk, a jednak od kilkunastu lat pracuje z domu. To on często powtarza:

Praca to nie miejsce, do którego się idzie, tylko zadanie, które się wykonuje.

A także, że dzięki temu, że w pracy nie spotyka się z innymi, ma chęć i energię do spotykania się z innymi po pracy i spędzania z nimi wartościowego czasu.

Ja, introwertyk, jestem skłonny sądzić, że osobom podobnym do mnie praca zdalna przychodzi łatwiej niż ekstrawertykom. Wierzę, że niektórym taka samotna praca doskwierałaby na tyle mocno, że nie wytrzymaliby długo bez biura. I to jest w porządku. Jestem daleki od twierdzenia, że praca zdalna jest dla każdego, nawet gdyby to zawęzić do zawodów, które można przystosować do takiego modelu. Sądzę jednak, że wiele osób nie wyobraża sobie pracy zdalnej wyłącznie na bazie obaw, stereotypów albo nieporozumień.

Praca zdalna daje dużą swobodę: mogę dostosować swój rytm pracy do moich preferencji albo sytuacji w domu. Nie jest dla mnie problemem, by wyskoczyć z dzieckiem na szczepienie albo na pocztę, gdy są mniejsze kolejki. Pomagam żonie w tym momencie, w którym mnie potrzebuje, a nie dopiero po powrocie z pracy. Nie znikam dzieciom na większą część dnia, widzimy się, gdy wychodzę z pokoju. Jemy razem wszystkie posiłki. Bardzo to sobie cenię.

Praca zdalna - zalety

Z drugiej strony, taka elastyczność wymaga nieco większej dyscypliny. Ona jest w zasięgu większości z nas, ale nie każdy może chcieć żyć pod jej rygorem. Tu nie ma szefa, który patrzy przez ramię. Trzeba samemu zadbać o warunki do skupionej, efektywnej pracy, w tym o swoje biurko, o ciszę, o oderwanie od spraw domowych, które łatwo rozpraszają. Tu chyba nie ma jednej, prostej reguły. Warto z pewnością przetestować różne techniki utrzymania koncentracji, jaktechnika Pomodoro. W moim przypadku identyfikowanie problemów, rozpraszaczy i sposobów na radzenie sobie z nimi okazało się długotrwałym procesem. Dziś mogę powiedzieć, że zazwyczaj nad tym panuję i wiem, co mi pomaga, ale nie osiągnąłem jeszcze poziomu skupienia, który by mnie w pełni zadowalał.

Warto ustanowić w domu zasady, które sprawią, że moja elastyczność nie będzie nadużywana przez pozostałych członków rodziny. Ta fizyczna bliskość, obecność w drugim pokoju stanowi pokusę, żeby przyjść, zagadać albo poprosić o wydrukowanie kolorowanki (co ostatnio ochoczo czyni mój starszy syn). To coś, o czym przekonałem się stosunkowo niedawno: praca z domu to wyzwanie dla wszystkich domowników.

Jest jeszcze drugi, poważny problem, który na szczęście mnie nie dotyczy, ale słyszę o nim od swoich koleżanek i kolegów z firmy. Wciąż pokutuje przekonanie, że jeśli ktoś pracuje z domu, to ma mnóstwo czasu, który może wykorzystać na obowiązki domowe lub inne sprawy, które osoby z „poważną” pracą w biurze nie są stanie załatwić. Albo że ta praca jest właśnie niepoważna, mniej wartościowa niż taka, w której do pracy się idzie.

Nie wiem, czy są inne złote reguły. Mnie bardzo sprzyja praca w oddzielnym pokoju, ale nie każdy ma takie warunki i nie dla każdego ma to znaczenie. Niektórzy nie mogą pracować w sypialni, bo mają poczucie pomieszania życia prywatnego z zawodowym; mnie to zupełnie nie przeszkadza.

Zdecydowanie warto zainwestować w wygodny fotel i ergonomiczne stanowisko pracy. Nawet jeśli teraz nie czujesz różnicy, twoje ciało Ci za to podziękuje w przyszłości.

A jak początkowo organizowałeś sobie pracę? Wspominałeś, że gdy urodziło się Twoje pierwsze dziecko mieszkaliście wtedy z żoną jeszcze w kawalerce. Wyobrażam sobie, że trudno skupić się na pracy, gdy na małej przestrzeni są jeszcze dwie osoby, w tym jedna, malutka, która swoje potrzeby komunikuję płaczem.

Gdy pierwszy syn przyszedł na świat, ja już od dłuższego czasu pracowałem w domu. Wówczas kawalerka zdawała egzamin – nawet gdy pod koniec ciąży Martyna była już na zwolnieniu lekarskim. Po narodzinach syna okazało się, że nie jest stereotypowym niemowlakiem, który większość dnia śpi i tylko czasem kwili, gdy coś mu nie pasuje. O, nie, on dawał o sobie znać bardzo często i potrzebował wiele uwagi. Szybko zorientowałem się (co brałem już wcześniej pod uwagę), że praca w domu nie wchodzi w grę. Szczęśliwie blisko naszego ówczesnego mieszkania było biuro coworkingowe, do którego mogłem dotrzeć spacerem. Praca tam była najlepszą możliwą decyzją na tamten czas. Nie był to żaden z modnych, wielkich coworków z nowoczesnym wystrojem i darmowym piwem. Przeciwnie, był to dom przerobiony na biuro, z „tylko” darmową kawą 😉 Trwało to ok. 10 miesięcy i dobrze wspominam ten czas.

Jeśli ktoś nie ma warunków do pracy w domu, a ma możliwość pracy w takim biurze, to zdecydowanie polecam. Warto skorzystać z okresu próbnego (zazwyczaj można przyjść na co najmniej jeden darmowy dzień) i przekonać się, czy dobrze się tam pracuje. Polecam sprawdzić jakość połączenia z siecią przy biurku, poziom hałasu, działanie drukarki i skanera (jeśli są i zamierza się z nich korzystać) oraz ogólną atmosferę.

Jak znaleźć dobre biuro coworkingowe?

W końcu jednak wróciłeś znów do pracy do domu, ale dopiero gdy przeprowadziliście się do większego mieszkania. Czy od razu wydzieliłeś sobie przestrzeń w mieszkaniu tylko na swoją pracę?

To był jeden z istotnych kryteriów poszukiwań. Niektóre mieszkania odpadały w przedbiegach, gdy okazywało się, że sypialnia jest za mała, żeby pomieścić wszystkie niezbędne meble oraz biurko z fotelem. Już w momencie przeprowadzki planowałem, gdzie będzie biurko.

Teraz jesteś ponownie młodym tatą. Od czterech miesięcy masz drugiego syna. Czy pod koniec ciąży przygotowywałeś się do zmiany sposobu pracy? Miałeś jakieś wyobrażenie jak to może wyglądać, gdy poza dwuipółlatkiem pojawi się jeszcze raz niemowlak?

Właściwie… nie. Oczywiście jakieś przygotowania były, np. wybraliśmy łóżeczko na kółkach, by można było swobodnie je przenosić z jednego pokoju do drugiego. Poza tym – niewiele więcej, jeśli chodzi o kontekst mojej pracy.

Miałem wiele obaw co do tego, jak będzie nam się żyło w czwórkę, jak poradzimy sobie z dwójką dzieci (miałem wyobrażenie wykładniczego wzrostu zaangażowania w opiekę nad nimi), nie wiedziałem, jak starszy syn zareaguje na brata. Ostatecznie wyszło lepiej, niż mogłem sobie wyobrazić: drugi syn jest dużo spokojniejszy niż jego brat w jego wieku, starszy syn pokochał młodszego braciszka miłością bezwarunkową (wszelkie żale i pretensje słusznie odnosił do nas, a nie do niego), a Martyna po raz kolejny dowiodła swojej miłości, troski, zaradności i gotowości do poświęceń. Ja zaś staram się jak mogę, żeby być dla nich wszystkich wsparciem.

Jak wygląda teraz Twój standardowy dzień pracy? Jak starszak reaguje na tatę pracującego z domu? Moja córka czasami stuka do drzwi pokoju, w którym pracuję i najczęściej wychodzę wtedy do niej na mocne przytulenie i całusa. Potem już spokojnie wraca do zabawy z tatą.

U nas wygląda to całkiem podobnie. Najpierw pukał, teraz już potrafi sam otworzyć drzwi (uczę go, by tego nie robił). Przychodzi, żeby powiedzieć mi o obiedzie, wziąć książeczkę do czytania albo ot, po prostu, zagadać. Czasami bywa to irytujące, bo widzę, że szuka atrakcji, gdy ja dążę do skupienia na pracy; innym razem jest miłym akcentem w ciągu dnia.

Gdy robię sobie przerwę i wychodzę z pokoju, zazwyczaj sprawdzam, co słychać u pozostałych domowników. Mimo to, starszy syn potrafi zapytać, czy skończyłem już pracę (nawet w niedzielę, choć nie pracuję w weekendy), czym przypomina mi, jak bardzo mnie potrzebuje i pragnie spędzać ze mną czas.

To jest to o czym wspomniałeś wcześniej, praca z domu nawet jednego z rodziców jest wymagająca dla wszystkich domowników. Myślę, że szczególnie dla takich małych dzieci, które wiedzą, że tata jest obok i chcą z nim spędzić czas. Jestem jeszcze ciekawa jak wyglądają u Ciebie sytuacje kryzysowe np. choroba zdziesiątkowała rodzinę, w firmie jest duży ważny projekt potrzebne są nadgodziny, a tu dziecko ząbkuję…. Masz już za sobą takie przejścia?

Na szczęście chorujemy głównie wtedy, gdy nic się nie dzieje 😉 Sytuacja awaryjna zdarzyła się całkiem niedawno, bo drugi syn urodził się w okresie przygotowań do promocji na Black Friday. Chociaż wziąłem tygodniowy urlop, nie obyło się bez pracy wieczorami, żeby przygotować wszystko na czas. Czy to różni się od pracy w biurze? Nie sądzę. Czasami trzeba zakasać rękawy i zrobić to, co jest do zrobienia. Na szczęście w moim przypadku rzadko pojawia się taka potrzeba. Za to różnica jest taka, że pracownicy zdalni rzadziej przynoszą zwolnienia lekarskie. Uraz nogi albo lekkie przeziębienie łatwiej pogodzić z pracą w domu niż wyjściem do biura.

Po tylu latach masz swoje spostrzeżenia, jak na więzi rodzinne wpływa to, że pracujesz z domu?

O zaletach wspominałem już wcześniej – one w większości dotyczą właśnie więzi rodzinnych, dlatego skupię się na trudnościach, które napotkaliśmy w naszej rodzinie. Podobnie jak z zaletami, one mocno wiążą się z naszą indywidualną sytuacją i niekoniecznie muszą mieć znaczenie dla kogoś innego.

Pierwszą jest fakt, że… zajmuję przestrzeń życiową. Teraz, kiedy wszyscy jesteśmy w domu, wychodzi na to, że ja mam cały pokój dla siebie (mniejszy, ale jednak), podczas gdy Martyna z chłopcami mają do dyspozycji tylko drugi pokój. To bywa ograniczające.

Moja praca nie kończy się po ośmiu godzinach od włączenia komputera. Te wspólnie jedzone posiłki, pomoc Martynie, jakieś inne krótsze i dłuższe aktywności – one wszystkie wydłużają czas od rozpoczęcia pracy do jej zakończenia. Być może dla osób z zewnątrz trudno to zrozumieć, bo przecież to nadal 8 godzin w pracy, nawet jeśli są poprzedzielane przerwami. Z jednej strony tak, a z drugiej pozostaje gdzieś z tyłu głowy myśl, że to jeszcze nie koniec dnia roboczego, karta jeszcze niepodbita.

A skoro mowa o czasie pracy. W biurze wiele czasu umyka między palcami: a to wyjście do sklepu po coś do jedzenia, a to dłuższa rozmowa w kuchni, a to pogawędka o mało znaczących sprawach. Znam to z autopsji. Od kiedy jednak zacząłem pracować zdalnie, sam przed sobą rozliczam się z czasu pracy. Myślę, że to było moje największe wyzwanie w sferze organizacji pracy. Początkowo byłem skrajnie skrupulatny i odliczałem nawet czas zaparzania herbaty. Dziś już jestem bliżej zdrowego balansu, ale cały czas się uczę, co mogę potraktować jako zdrową przerwę od pracy, a co było aktywnością zupełnie prywatną.

Dodatkowo, Martyna zaobserwowała u siebie, że pod pewnymi względami lepiej jej się funkcjonuje, gdy wychodzę z domu i wie, że nie ma wyjścia – musi sobie poradzić sama i nie może polegać na moim wsparciu. Ja też co jakiś czas lubię się wyrwać z domu, więc dążę do tego, by jeden dzień w tygodniu pracować poza domem, przynajmniej przez kilka godzin.

Praca zdalna - wady

Nieproporcjonalnie wiele napisałem o trudnościach, a mało o korzyściach, ale robię to celowo: o zaletach można przeczytać w sieci i w książkach, znajdują pokrycie w rzeczywistości. O problemach, które wymieniłem wyżej, nigdy nigdzie nie znalazłem ani wzmianki.

Oboje z Martyną wierzymy, że obecna sytuacja jest dla nas dobra i ma wiele zalet, więc nie zamierzamy tego zmieniać. Świadomość problemów prowadzi nas jednak do pewnych istotnych wniosków na przyszłość – np. w kontekście kolejnego mieszkania, do którego będziemy się przeprowadzać oraz zasad i nawyków, które chcemy stosować.

Wiem też, że gdyby nie Ona, jej wyrozumiałość i poświęcenie, to nasz dom nie mógłby funkcjonować w ten sposób.

Dziękuję. Temat tych trudności jest dla mnie szczególnie ważny. Internet faktycznie pełen jest zachęty (w szczególności dla młodych mam), by zaczęły pracę w domu, a będzie to lekkie i przyjemne. Plusów jest wiele, o czym wspomniałeś, ale warto właśnie tak realnie spojrzeć na swoją sytuację życiową i dostrzec to, co może być trudne. Na sam koniec: Gdzie można Cię znaleźć w sieci, gdyby ktoś chciał Cię jeszcze o coś dopytać?

Na Facebooku i Twitterze – chętnie odpowiem na pytania.


Seria „Zda(o)lni Rodzice”

Posts created3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top